W piątek rozpoczynający długi majowy weekend jechałem tramwajem na koncert Cezarego Makiewicza. W okolicach poznańskich Targów wyjrzałem przez okno i zobaczyłem rzecz niezwykłą: w kierunku stadionu przemieszczały się hałaśliwe grupki dziarskich kibiców Lecha w niebieskim „umundurowaniu” a miedzy nimi w odwrotnym kierunku majestatycznie kroczyły jednorożce, magiczne księżniczki, Wiedźmini i inne magiczne postaci. Całość tworzyła jedyny w swoim rodzaju surrealistyczny obrazek. Choć wiedziałem, że to spawka „Pyrkona” pomyślałem sobie: „zapowiada się magiczny wieczór”.

28 kwietnia było co najmniej kilka powodów aby zawitać do koncernowej piwnicy Country w Mieście. Po pierwsze miło jest spędzić piątkowy wieczór w doborowym towarzystwie mądrych i sympatycznych ludzi. Po drugie dokładnie 20 lat temu w pewien wiosenny dzień człowiek z północno wschodniej Polski napisał piosenkę. Jak to z piosenkami bywa różne są na jej temat opinie co do jednego nie ma jednak wątpliwości. Gdyby ktoś pokusił się o stworzenie polskiego topu wszechczasów w kategorii tak zwanych piosenek country to owa pieśń z pewnością znalazła by się w pierwszej trójce. Ten sam człowiek w tym samym czasie powołał do życia zespół i ów zespół przetrwał 20 lat w doskonałej artystycznej formie czego byliśmy nausznymi i naocznymi świadkami. A ostatni z powodów, choć nie najmniej ważny, to fakt, że w tenże piątek 28 kwietnia bohater wieczoru obchodził urodziny. Było więc jubileuszowo i zarazem jakby rodzinnie.

Cezary Makiewiczi Koltersi, bo o nich oczywiście mowa, zanim mogli zabrać się do roboty musieli wysłuchać gromkiego „sto lat” a potem poszło pełną parą. Były wielkie przeboje z „drogami do Mrągowa” na czele. Były, dobrze przyjęte przez publiczność, prapremiery (nieźle to wróży nowemu albumowi, który już na ukończeniu) ale nade wszystko była fantastyczna publiczność. Cezary należy do tych artystów, którzy mają wiernych fanów. Nie sympatyków ale prawdziwych FANÓW! Do Pióra Feniksa dotarli ludzie z Kalisza, Pniew, Konina, Wrocławia, Warszawy a nawet z Gdańska. My poznaniacy byłyśmy mniejszością w tym doborowym towarzystwie. Wspólnie przeżyliśmy genialny wieczór pełen opowieści, energii, nostalgii a czasami wybuchów gromkiego śmiechu. To było kolejne spotkanie przyjaciół po którym cisnęło się na usta moje nieśmiertelne powiedzenie: „Country w Mieście to spotkanie inteligentnej publiczności z mądrymi artystami” lub odwrotnie jak kto woli 🙂

W tym sezonie to już koniec. Zaczyna się czas festiwali. Muzyka przenosi się z klubu w plener. Przyznam, że nie jestem wielkim fanem tych piknikowych koncertów. Brak mi w nich intymnej atmosfery naszych spotkań. Dla wszystkich, którzy czują niedosyt po bardzo skromnym tegorocznym sezonie (w końcu to były tylko dwa koncerty) mam obietnice, że na przyszłość bardziej się postaram. Są już nawet bardzo konkretne plany w mojej głowie. Żeby jednak marzenia się spełniły potrzebna jest publiczność zatem mam nadzieje, że mi wybaczycie i zobaczymy się w październiku.

Autorem wszystkich zdjęć jest Sebastian Dacków– Sebastian nieustająco dziękuję za Twoje wsparcie!